Ustka zimą
W Święto Trzech Króli postanowiłem wyskoczyć sobie na spacer po Ustce. Lubię to miasteczko, chociaż byłem tam wcześniej trzy razy i za każdym razem tylko na chwilę przejazdem. Tym razem spędziłem tam cały styczniowy dzień.
Nie spodziewałem się tłumu turystów, ale też wiedziałem, że nie będę tam sam. Okazało się, że mimo mroźnej pogody trochę ludzi do Ustki się zjechało. Do tego stopnia, że w porze obiadowej, czy późnym popołudniem w niektórych lokalach trzeba było trochę poczekać na wolny stolik.
A pogoda, mimo lekkiego mrozu, była bardzo przyjemna na spacer. Do Ustki dotarłem ok. 9 rano porannym pociągiem z przesiadką w Słupsku. Dojazd koleją jest bardzo prosty - ze Słupska pociagi jeżdżą tu praktycznie co godzinę.
Najpierw sprawy ważne, czyli śniadanie, a potem zwiedzanie. Pierwszym celem były Bunkry Blüchera, czyli muzeum (lub też park historii) w miejscu, w którym w latach 30. XX wieku hitlerowskie Niemcy budowały Twierdzę Stolpmünde (niemiecka nazwa Ustki). Normalny bilet wstępu kosztuje 19 zł, ja wybrałem o 10 zł droższą wersję z audioprzewodnikiem. Z pewnością warto tam zajrzeć i z opcji z przewodnikiem (audio bądź żywym) skorzystać, można się dowiedzieć wielu ciekawych informacji o historii tego miejsca. Zwiedzanie z audioprzewodnikiem trwa godzinę, z czego większość czasu spędza się wewnątrz bunkra. Na pewno polecam to miejsce, tym bardziej, że choć znajduje się w zachodniej części miasta, to z kładki przy latarni morskiej idzie się tam dosłownie kilka minut.
Po zwiedzeniu bunkra wróciłem na drugą stronę rzeki Słupii. Tam znajduje się falochron wschodni, na którym stoi pomnik usteckiej syrenki. Ponoć pogłaskanie pewnych części jej ciała przynosi szczęście, wystarczy spojrzeć na pomnik żeby wiedzieć które miejsca trzeba pogłaskać 😉
Na samym falochronie, szczególnie pod koniec, było bardzo ślisko od zamarzniętej wody przelewającej się przez betonową konstrukcję.
Latarnię morską sobie odpuściłem, bo byłem na niej w lipcu, poza tym (nie sprawdzałem) wyglądała na zamkniętą. Udałem się za to na spokojny spacer ustecką promenadą. Na promenadzie znajduje się Ławeczka Ireny Kwiatkowskiej - polskiej aktorki zmarłej w 2011 roku, która podobno często bywała w Ustce, siadała na ławeczce na promenadzie i rozmawiała ze spacerowiczami.
Promenada przebiega również przy wydmie - "patelni" - popularnym miejscu służącemu latem mieszkańcom i turystom do zażywania kąpieli słonecznych. Zajrzałem na wydmę, następnie doszedłem do końca promenady i wróciłem brzegiem morza.
Nie zabrakło oczywiście spaceru uliczkami między zabudowaniami, wśród których w tej części miasta króluje styl szachulcowy. Co jakiś czas robiłem sobie przerwę zaglądając do kawiarni na rozgrzewającą herbatę, restauracji na obiad, czy wieczorem do tawerny na piwko.
Z pewnością Ustka jest warta polecenia jak ktoś chce na parę godzin zmienić otoczenie, nawet, a może szczególnie, o tej porze roku, gdy jest tam dużo spokojniej niż latem.






















Komentarze
Prześlij komentarz